Dręczenie psa ze szczególnym okrucieństwem. Sosnowiec

 

       "  Bestia najgorsza zna nieco litości,

         ale ja jej nie znam, więc nie jestem bestią.."

                                                              William Shakespeare

 

 

Otrzymaliśmy od innej fundacji informację iż w Sosnowcu potrzebna jest interwencja.

Po dotarciu na miejsce i rozeznaniu sytuacji okazało się ze to co dotychczas zdarzało nam się widywać, to NIC w porównaniu z widokiem który ukazał się naszym oczom. Z przykładem takiego bestialstwa i znieczulicy nie dane nam było się spotkać.

 

Średniej wielkości suczka w niewyjaśnionych do dzis okolicznościach (właścicielka twierdzi ze pies sam wyszedł z domu i "taki już wrócił") doznała dotkliwych poparzeń. Jedno jest pewne- ktoś działał z premedytacją. Suka miała poparzone ponad 70% powierzchni ciała łącznie z szyją i brzuchem co jednoznacznie wskazuje na celowośc działania a nie wypadek.

 

Co więcej.....powierznia ciała pozbawiona była całkowicie skóry która gniła i schodziła płatami. Pies nie był w stanie przyjąć żadnej pozycji która nie wiązałaby się z przeraźliwym bólem. Nie mógł się położyć , usiąść, ani chodzić. Oddychanie również sprawiało mu niewyobrażalny ból i problem, oddychała z trudem i ciężko kaszlała., każdy oddech powodował też ból poranionego ciała.

Suczka w tym stanie przebywała w domu z dwojgiem dorosłych osób  przez 3 tygodnie!!! Przez ten czas nie udzielono jej pomocy, biernie przyglądano się jej powolnej agonii. W tym stanie jeszcze oszczeniła się. Szczenięta wg słów właścicielki "same zdechły".

 

Niepojęte jest to, ze przez trzy tygodnie ktoś potrafił patrzeć w oczy pełne cierpienia i nie reagować.

Srodek 200 000 miasta ludzie dookoła... sąsiedzi....

bo odnośnie właścicielki ( właścicelka zapewnia nas o swej nieustającej miłości do suczki) wszelkie komentarze wydają się  zbędne.

 

Wolontariusze biorący udział w akcji dochodzą do siebie..